Yellowface
Recenzja

Yellowface Świat wydawniczy oczami autorki

22 lutego, 2026 5 min read

Yellowface to książka, która opisuje szeroko pojęty świat literatury. Historia przedstawiona jest oczyma autorki, która kradnie rękopis swojej przyjaciółki po jej tragicznej śmiercie i wydaje jako swój. Nie jest to jednak tak do końca jednoznaczny plagiat. Bohaterka wkłada bowiem dużo pracy i czasu aby skradziony dokument uzupełnić i dokończyć, tak żeby nadawał się do publikacji. W normalnych warunkach jej współautorstwo byłoby w zupełności zasadne.
Książka porusza również tematy związane z samym rynkiem wydawniczym i pewnymi moralnymi kompromisami, na jakie idzie bohaterka, żeby poprawić sprzedaż. Między innymi wydawnictwo radzi jej, żeby książkę wydała nie pod swoim imieniem i nazwiskiem, tak jak do tej pory się prezentowała, tylko pod imieniem w jego pełbnej wersji i drugim imieniem – Song, które ze względu na swoje brzmienie może sugerować nazwisko o chińskiej proweniencji. Autorka ma mieszane uczucia, jednak przystaje na ten pomysł. Później jednak ma problem z komentarzami dotyczącymi tego wybiegu.
Poruszany jest też temat tzw. kulturowego przywłaszczenia. W tym przypadku, czy biała kobieta ma prawo pisać o historii chińskich robotników podczas drugiej wojny światowej. Pojawiają się bowiem pytania, czy ta historianie powinna być opisywana z perspektywy osoby lepiej osadzonej w chińskiej kulturze i normach społecznych.
Książka nie ma wydźwięku moralizatorskiego. Po prostu zostawia czytelnika z pytaniami nie dając na nie własnej jednoznacznej odpowiedzi.
Pióro autorki jest lekkie a ton historii raczej zabawny, nawet w momentach dramatycznych i poważnych. Unika tomu mentorskiego i nie znajdujemy tutaj ostatnio dość popularnych połajanek odnośnie tego, co we współczesnej kulturze powinno być dozwolone, a co znaleźć się poza jej marginesem.